poniedziałek, 24 marca 2014

Misja czwarta.
Rzecz o tym jak internet zmienia telewizję.

          W pracy Television Culture (1987) John Fiske wyróżnia dwa wymiary telewizyjnej intertekstualności: horyzontalny oraz wertykalny. Pierwszy dotyczy tekstów pierwotnych, połączonych ze sobą w mniej lub bardziej eksplicytny sposób, zazwyczaj wzdłuż osi gatunku, charakteru lub zawartości. Drugi odnosi się do tego, w jaki sposób do tekstu pierwotnego (programu lub serialu telewizyjnego) odwołują się inne teksty: wtórne i trzeciorzędowe. Do tekstów wtórnych Fiske zalicza materiały promocyjne stacji telewizyjnych oraz  profesjonalne artykuły i recenzje, natomiast do trzeciorzędowych teksty tworzone przez widzów w formie listów do prasy, plotek i rozmów.

            Już na tym etapie zauważalny jest pewien problem dotyczący rozróżnienia między tekstami wtórnymi, a trzeciorzędowymi w dobie internetu. Istnienie medium, poprzez które na równych prawach wypowiadać się może każdy – od „zwykłego” widza, po profesora medioznawstwa – zaciera granice między tekstami powstającymi z zawodowego obowiązku, a tymi tworzonymi bezinteresownie i amatorsko. Co więcej, zdarza się, że coś, co jawiło się jako oddolna inicjatywa, okazuje się być elementem kampanii promocyjnej danego programu. Nie oznacza to jednak, że narzędzia zaproponowane przez brytyjskiego badacza okazują się dziś zupełnie bezużyteczne.

            Doskonale widać to na przykładzie ostatniego (18.03.2014) odcinka programu Kuba Wojewódzki. Pozornie nie różni się on niczym od dowolnego wcześniejszego odcinka – konwencja programu pozostaje niemal niezmienna od kilkunastu lat. Jednak zmasowana reakcja widzów po emisji sprawia, że jest on doskonałym materiałem do analizy tekstów trzeciorzędowych. Pozwala opisać zarówno to, co w tym programie stałe, jak i to, co charakterystyczne dla konkretnej jego odsłony.


            Zacznijmy jednak od początku. Jak pisze Fiske, najbardziej wpływową i najszerzej dyskutowaną formą intertekstualności horyzontalnej jest gatunek. W przypadku programu Kuba Wojewódzki jest to oczywiście talk-show typu late-night, gatunek swymi korzeniami sięgający lat 40., którego prekursorem był Ed Sullivan. Jak w innych tego typu programach, gośćmi są osoby (przynajmniej potencjalnie) znane publiczności, a nad tematami poważnymi przeważają żarty i komediowa konwencja. Prowadzący nie znajduje się w cieniu gości, nie ogranicza się do roli zadającego pytania. Jest gwiazdą swojego programu, co oznacza, że co najmniej dorównuje aktywnością swym gościom, a czasami wręcz ich przytłacza. Dzięki znajomości konwencji, widz nie oczekuje rzetelnego wywiadu. Pragnie przede wszystkim mięsistej rozrywki, i to właśnie stara się mu dostarczyć nadawca. Dyskomfort płynący z prowokacyjnego, często niepoprawnego politycznie charakteru programu, złagodzony zostaje przez fakt, że widz jest zaznajomiony z tą formułą, został niejako uprzedzony.

            Mimo pozornie zwartej struktury, Kuba Wojewódzki, jak każdy late-night talk-show, łączy w sobie różne konwencje gatunkowe. Daleko mu do modelu programu-omnibusa w rozumieniu Casettiego i Odina, ale z pewnością idealnie wpasowuje się w zaproponowany przez nich model noetelewizji. Zaczyna się zazwyczaj krótkim monologiem prowadzącego, przypominającym stand-up comedy. Rozmowa przerywana jest fragmentami lub zwiastunami filmów i teledysków, czasami „spontanicznymi” wokalnymi czy aktorskimi popisami gości, zawsze rytualnym wejściem Wodzianki (którego poetykę należałoby określić jako coś pomiędzy teledyskiem, rewią mody i miękką pornografią) oraz występem zespołu muzycznego kończącym program. Taka struktura jest nie tylko przejawem strategii „dla każdego coś miłego”. Pozwala również dostrzec nieco inny rodzaj intertekstualności ewokowany przez sam program.

            Odcinek z 18.03.2014 zamiast wystąpieniem prowadzącego rozpoczął się krótkim skeczem gościa, członka kabaretu Paranienormalni, który przybrawszy wizerunek swej scenicznej persony, Kryspina, stwierdził: abym mógł w tym programie świetnie wypaść, potrzebny jest błyskotliwy i mądry prowadzący. Ten fragment dobitnie udowadnia, że tak naprawdę intertekstualność jest samym sednem omawianego programu. Monolog jest dla widza zabawny dlatego, że (po pierwsze) rozpoznaje on gościa, członka kabaretu, którego potencjalnie lubi i ceni, (po drugie) rozpoznaje jego sceniczny wizerunek i kojarzy go z konkretnymi, znanymi sobie skeczami, (po trzecie) zna wizerunek prowadzącego i (po czwarte) konwencję programu. Te wnioski rozciągnąć można na całość programu. Aby czerpać przyjemność z odbioru, widz musi znać, a przynajmniej kojarzyć, poszczególnych gości, ich profesję, osiągnięcia i kontrowersje z nimi związane. Podczas rozmowy często pewne wątki poruszane są bez wprowadzenia kontekstu, z założeniem, że widz posiada wiedzę na jego temat z innych źródeł.

Podobną wiedzę widz powinien posiadać na temat prowadzącego. Kończąc swój wstęp Kryspin przestawia go następująco: postać rzec można Hemingwayowska, stary człowiek i jeszcze może, Kuba Wojewódzki. Od kiedy showman przekroczył pięćdziesiątkę, autoironiczne żarty na temat jego wieku są w zasadzie stałym punktem programu. Nie mniej istotna jest wiedza wyniesiona przez widza z poprzednich odcinków programu: znajomość wizerunku prowadzącego, jego stylu zachowywania się na wizji i rodzaju poczucia humoru. Dzięki znajomości konwencji odbiorca może się w programie „zadomowić”, czerpać z niego niczym nie zakłóconą przyjemność.

        Nieco inny charakter mają bezpośrednie, eksplicytne odwołania do innych tekstów, najczęściej związanych z działalnością gościa, lecz nie tylko. Roboczo wyróżnić można cztery ich rodzaje. W pierwszym przypadku informacje podawane są w sposób zakładający, że widz zna dany tekst. Przykładem jest opowieść Paranienormalnych o tym, jak powstały ich skecze z Mariolką czy Kryspinem oraz fragment teledysku Nie lubimy robić, dzięki któremu zdobyła sławę Luxuria Astaroth, drugi gość programu. W drugim przypadku rozmowa dotyczy czegoś, czego widz nie musi lub nie może jeszcze znać i najczęściej ma wtedy charakter promocyjny. W ten sposób potraktować należy fragment filmu Obietnica, w którym wystąpiła Luxuria i rozmowę na jego temat, choć okazało się, że nie spełnia ona wymogu promocji. W trzecim przypadku nawiązania pojawiają się mimochodem i nie są głównym tematem dyskusji. Taki charakter mają na przykład parodie stylu różnych wokalistów – od Krzysztofa Cugowskiego, przez Michaela Jacksona, aż po Czesława Mozila – prezentowane przez członków kabaretu. Czwarty przypadek to wspomniany już występ zespołu muzycznego w zakończeniu programu. Nadawcy nie oczekują od widza znajomości twórczości muzyków, zazwyczaj występ jest ozdobnikiem w stanie czystym. W omawianym odcinku nastąpiło jednak odstępstwo od reguły. Wojewódzki zapowiedział występ następująco: ciężko to mają ludzie na Ukrainie. I dlatego moi muzyczni goście dzisiaj [...to] Kozak System i zespół Enej [..., którzy zagrają] utwór Brat za brata dedykowany wszystkim na Ukrainie. Jest to odwołanie do zupełnie innego porządku, informacyjno-politycznego. Stanowi niespodziewany przykład tego, w jaki sposób intertekstualność prowadzić może do postmodernistycznego pomieszania porządków i tonacji. Ten gest nastąpił tuż po rozmowie, której motywem przewodnim były żarty na temat dodawania krwi menstruacyjnej do żywności. Trudno nawet stwierdzić, że w jakikolwiek sposób dodany został do całości programu nowy kontekst. Przypominało to raczej efekt zappingu bez użycia pilota, tak gwałtowna była to zmiana, tak bardzo nie związana z tematami poruszanymi wcześniej.



Zwiastun filmu obietnica:

Teledysk do utworu Brat za brata:

Nikt nie spodziewał się chyba jednak zmasowanego odzewu widzów, który nastąpił po emisji odcinka. Muszę tu odwrócić kolejność w obrębie intertekstualności wertykalnej, by zachować chronologię, gdyż teksty trzeciorzędowe pojawiły się w tym przypadku przed wtórnymi (nie licząc materiałów promocyjnych odcinka). Jest to zresztą zupełnie naturalne i oczywiste, biorąc pod uwagę fakt, że widzowie mają dzięki internetowi możliwość komentowania programu na bieżąco, w trakcie emisji, w dodatku publicznie. Zachodzi to zarówno na oficjalnej stronie programu, jak i na portalach społecznościowych. Sprawia to, że odzew widowni staje się nieporównywalnie bardziej zauważalny i istotny także dla nadawcy, niż był w czasach, gdy Fiske pisał Television Culture. Wówczas również teksty trzeciorzędowe powstawały już w trakcie emisji, chociażby dzięki dyskusji widzów podczas wspólnego oglądania telewizji. Jednak, jak już wspomniałem, ich znaczenie było o wiele mniejsze niż dzisiaj.

Tuż po emisji odcinka przez internet przetoczyła się fala hejtu na Luxurię Astaroth. Internauci w niewybrednych słowach wytykali jej, mówiąc eufemistycznie, ograniczenie intelektualne i niedostatki urody. Powstały po programie fanpage Beka z Luxurii Astaroth na facebooku, który kadry z odcinka wykorzystuje jako zdjęcie profilowe oraz zdjęcie w tle, zebrał w krótkim czasie ponad sto tysięcy like’ów. Pojawiają się na nim zdjęcia celebrytki, memy i bieżące informacje, najbardziej znamienne są jednak komentarze. Ich ton jest typowy dla internetowego hejtu: jezusie jaka ona jest paskudna xD (582 like’i), Oczy tęskniące za rozumem. (724 like’i), luxkurwia (884 like’i) i tak dalej.


         Charakterystyczne jest to, że widzowie nie krytykują programu, ani nawet konkretnego odcinka, ale skupiają się tylko i wyłącznie na gościu. Charakterystyczny jest komentarz brzmiący: ona gadala, a oni beka z niej i jeszcze idiotka nie umiala tego sczaić ;_;. Sympatyzują więc zarówno z prowadzącym, jak i z innymi gośćmi. Jest to sytuacja wymarzona dla twórców programu. Omawiany odcinek miał najwyższą oglądalność w bieżącym sezonie. Fala tekstów trzeciorzędowych pociągnęła więc za sobą falę tekstów wtórnych, wypływających również ze strony nadawców programu. Na oficjalnej stronie Kuby Wojewódzkiego pojawiła się sonda pod tytułem Wybierz najlepszy tekst Luxurii Astaroth. Już Fiske twierdził, że tego typu praktyki mają na celu budowanie społeczności widzów. Miał jednak na myśli działania mające na celu zagospodarowanie ich pozytywnych emocji. Wspomniana wyżej sonda ma na celu scementowanie wspólnoty widzów wokół niechęci wobec gościa, który pojawił się w programie, co samo w sobie jest sytuacją dosyć schizofreniczną. Jest również przykładem na to, jak zjawiska typowe dla komunikacji w internecie (w tym przypadku hejt) mogą być wykorzystywane przez stacje telewizyjne do własnych celów i jak wpływać mogą na zawartość programów. Czy po tej niespodziewanej hejtowej gorączce czeka nas cała seria programów próbujących zainicjować podobny fenomen? Ta wizja napawa zgrozą, ale wcale nie jest mało prawdopodobna.



Wszelkiego rodzaju internetowe magazyny plotkarskie natychmiast podchwyciły temat. Pojawiły się takie tytuły jak: Luxuria Astaroth WYŚMIEWANA przez internautów! 'Beka z Luxurii Astaroth' HITEM FACEBOOKA!, Luxuria Astaroth, czyli szczyt żenady w programie Wojewódzkiego czy Luxuria najgorszym gościem Kuby Wojewódzkiego?!. Te teksty wtórne pojawiły się tylko i wyłącznie jako reakcja na teksty trzeciorzędowe. Jest to symptomatyczne dla mechanizmów powstawania intertekstualności wertykalnej w dobie internetu.

Artykuły o hejcie na Luxurię Astaroth na portalach internetowych:
              Jednak ta najbardziej spektakularna i zauważalna reakcja nie była jedyną możliwą. Parę dni po emisji odcinka programu byłem świadkiem rozmowy na jego temat między dziewczyną w wieku licealnym i mężczyzną w wieku delikatnie postudenckim. Znamienna dla odbioru całego programu była różnica zdań na temat prowadzącego. On uważał Wojewódzkiego za pajaca, który robi z ludzi idiotów, ona natomiast twierdziła, że jest on piekielnie inteligentnym, choć cynicznym facetem. Ta rozbieżność jest charakterystyczna dla odbioru programu w ogóle, zresztą przytoczone oceny showmana, choć często się powtarzają, również nie są jedynymi możliwymi. Najciekawsza była jednak była opinia mężczyzny na temat omawianego odcinka. Twierdził, że jeszcze bardziej żenujący niż Luxuria byli Paranienormalni, którzy uosabiają wszystkie grzechy polskich tak zwanych kabaretów. To odbiór skrajnie odmienny od najbardziej powszechnego. Kontynuując swoje krytyczne uwagi mężczyzna dodawał jeszcze: ale szczytem była już ta wzmianka o Ukrainie, to było obrzydliwe. W odróżnieniu od internetowych hejterów skrytykował on więc nie tyle gości, ile konwencję programu, z jego postmodernistycznym pomieszaniem porządków, który uznał za niemoralny.

                  Jednak mimo różnorodnych opinii, zauważalna jest w zasadzie tylko ta, która objawiła się w sposób najbardziej efektowny. Teksty trzeciorzędowe mają ogromny potencjał wpływania na kształt programów telewizyjnych pod jednym warunkiem – muszą zaistnieć w skumulowanej formie. Wówczas dialog między odbiorcami a nadawcami staje się żywotny i płodny. Choć bywa przerażający.



{ nie hejtując nikogo pisał \Ł\ }

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz